Wypadek autobusu: Kierowca zasłabł czy popełnił błąd?
WARSZAWA. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie sobotniego wypadku autobusu na Służewcu.
- Śledztwo wszczęto w sprawie nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym - mówi prok. Monika Lewandowska, rzeczniczka stołecznej prokuratury.
Jeśli jednak komuś zostaną przedstawione zarzuty, będzie to kierowca autobusu linii 739, który w sobotę zjechał ze skarpy na ul. Puławskiej. Nie ma bowiem żadnego dowodu, że do wypadku mógł przyczynić się ktoś inny, np. kierowca innego auta, pasażer albo pieszy. Prokuratura rozpatruje więc dwie hipotezy - błąd kierowcy albo jego zasłabnięcie. Jeszcze w niedzielę pojawiły się nieoficjalne informacje, że 54-letni szofer tuż przed wypadkiem mógł schylać się po telefon. - Nie potwierdzam, nie zaprzeczam - ucina prok. Lewandowska. Prokuratura nie ujawnia efektów przesłuchań, ponieważ śledczy nie rozmawiali jeszcze ze wszystkimi świadkami. - Chcemy, żeby opowiedzieli nam to, co widzieli, a nie, co przeczytali w gazetach - mówi policjant.
Prok. Lewandowska: - Zabezpieczyliśmy twardy dysk z zapisem z kamer autobusu. Według wstępnych informacji pojazd był sprawny, ale mimo to zostanie dokładnie przebadany.
Rannych zostało 29 spośród 38 pasażerów, kierowca autobusu oraz kobieta kierująca toyotą, z którą zderzył się autobus.
W szpitalach dochodzi do siebie jeszcze siedem osób, w tym troje dzieci. Najpoważniej ranny jest 16-letni chłopak, który ma złamany fragment kręgu i przez pół roku będzie musiał chodzić w gorsecie. - Czeka go długa rehabilitacja, ale pacjent jest w dobrym stanie psychicznym - mówi Maciej Kot, rzecznik szpitala.
W szpitalu MSWiA leży kierowca autobusu. Jego stan lekarze oceniają jako dobry. Jarosław Buczek, rzecznik szpitala, dodaje, że pacjent nie stracił przytomności. - Badania tomograficzne nie wykazały, żeby doszło do jakiś urazów wewnętrznych - podkreśla Buczek.
Trzyletnia scania linii 739 należy do PKS Grodzisk Maz. Stoi na policyjnym parkingu. Kiedy prokuratura zakończy swoje badania, rzeczoznawca oceni, czy da się ją wyremontować.
Grodziski PKS wozi warszawiaków i pasażerów z podstołecznych gmin na podstawie trzech umów z Zarządem Transportu Miejskiego. Jedna obowiązuje do końca roku i dotyczy jednej linii - 245 między Grochowem a osiedlem przy Dudziarskiej, dwie pozostałe są ważne do końca 2016 i 2017 r. Za każdy przejechany kilometr przewoźnik dostaje od 4 zł 64 gr do 5 zł 65 gr, czyli mniej niż Miejskie Zakłady Autobusowe - z taką ofertą wygrał w przetargu. Dwa lata temu podczas dogrywki elektronicznej PKS-owi z Grodziska aż tak zależało na kolejnym zwycięstwie, że obniżył stawkę niemal pięciokrotnie, jednak ZTM unieważnił tamten przetarg.
Do "Gazety" zgłosił jeden z kierowców MZA, który narzeka na ciężkie warunki pracy w Warszawie. - Jeździmy nawet po dziesięć godzin, zdarza się, że z zajezdni wyruszamy o godz. 3.30 w nocy. To się odbija na bezpieczeństwie pasażerów, którzy powinni wiedzieć, jakie tu rządzą reguły - opowiada pan M., który wozi warszawiaków od dwóch lat. - Przepisy dopuszczają 151 nadgodzin rocznie, ale zarobki są na tyle małe, że każdy chce wyjeździć więcej. Kiedy chciałem się zatrudnić w firmie ITS Michalczewski, usłyszałem, że dostanę tylko 9 zł 40 gr za godzinę. Powszechnie wiadomo, że PKS Grodzisk przyjmuje dużo osób z zagranicy, głównie z Ukrainy i Litwy. Koledzy mówią, że rozpisują sobie dyżury na dwa tygodnie, jeżdżą wtedy do oporu, a potem na dwa tygodnie wracają do siebie. Dobrze znany jest jeden kierowca, który ma 350 nadgodzin, bo zatrudnił się aż u trzech przewoźników i tylko przesiada się z autobusu do autobusu.