Dlaczego jedna ciężarówka blokuje pół aglomeracji?
KATOWICE. Maturzyści spóźnieni na egzamin, ludzie do pracy, szkół i urzędów. Karetki unieruchomione na ulicach, kierowcy wściekli, porzucali auta. Takiego horroru już dawno nie było. A sprawiła to tylko jedna ciężarówka.
Kilka minut przed godz. 3 nad ranem tir zjeżdżający z ulicy Murckowskiej w Katowicach w aleję Górnośląską stracił przyczepność na łuku drogi i się przewrócił. Ważące trzy tony, kilkumetrowe stalowe rury rozsypały się jak zapałki.
Po 6. rano w Katowicach zaczął rosnąć korek. Kierowcy jadący od strony Tychów i Bielska-Białej utknęli już przed Wzgórzem Wandy w Murckach. Ci z Zagłębia stali już w Będzinie. System wentylacji w tunelu pod katowickim rondem nie mógł sobie poradzić ze spalinami wydalanymi przez samochody, wschodnią nitkę tunelu trzeba było zamknąć. Kierowcy jadący od strony Drogowej Trasy Średnicowej utknęli na wysokości hipermarketu Auchan na osiedlu Tysiąclecia. Katowice dosłownie zamarły.
Kartka za szybę i po chodnikach
Sprawy nie chciały czekać, więc wielu kierowców zostawiało auta na poboczach dróg i do centrum miasta szli na piechotę. - Muszę skończyć projekt, na który czeka zagraniczny kontrahent, Nie mam chwili do stracenia - mówił nam młody mężczyzna, który zostawił auto na trawniku przy Dolinie Trzech Stawów. Inni nie mieli wyjścia - ich samochody, przegrzane, odmawiały posłuszeństwa.
Było gorąco. Kto stał w pobliżu stacji benzynowej miał szczęście - mógł kupić coś do picia. Józef Klimkowicz, który wracał z nocnej zmiany w kopalni Staszic nie miał tej szansy. Utknął na trasie przy cmentarzu komunalnym. - Nie mam w aucie klimatyzacji, już kilka godzin prażę się w słońcu, zaraz dostanę udaru! - narzekał. - Nikt nam nie pomaga, nad niczym nie panuje. Gdzie są służby? - pytał.
W korkach utknęły też autobusy. Na Dańdówce w Sosnowcu pasażerowie współczuli maturzystce. - Mamo, nie dojadę na egzamin! Co robić, dzwoń do szkoły - szlochała do komórki.
Stres nie ominął także dyrektorów szkół, w których odbywały się matury. - Członkowie komisji egzaminacyjnej zawiadamiali mnie, że nie mogą dotrzeć. Cudem udało się nam powołać nowy skład. Uczniom, którzy docierali z opóźnieniem przekładaliśmy godziny egzaminów. Na szczęście to egzamin ustny, więc mogliśmy zmienić kolejność - mówi Ewa Chorąży, dyrektorka III LO w Katowicach.
- Jedna z matek włożyła za szybę auta kartkę z napisem "Matura". Jechała chodnikami, pod prąd, łamiąc wszelkie przepisy. Dowiozła córkę na egzamin, ale obie były potwornie roztrzęsione - mówi Katarzyna Ziemiec, dyrektorka IV LO.
Kierowcy karetek pogotowia, nawet gdy włączali koguty, często grzęźli w sznurach aut. - Musieliśmy przetransportować chorego z Szopienic do Ligoty. Na szczęście obyło się bez komplikacji - mówi Jerzy Wiśniewski, rzecznik wojewódzkiego pogotowia ratunkowego.
Policja: kierowcy nie bez winy
- Gdzie policja, gdzie służby? - wściekli kierowcy najczęściej zadawali to pytanie.
- Robiliśmy wszystko, żeby udrożnić zator. Już przed 6. na miejscu pracowały trzy dźwigi, które podnosiły porozrzucane rury. Ułożenie ich na nową ciężarówkę zajęło im pięć godzin - wyjaśniają policjanci.
Kierowcy: - To za mało.
Na trasach dojazdowych do Katowic nie było ani jednej tablicy informującej o korkach, nie wytyczono objazdów. Nikt nie informował, jak ominąć korek. Zrezygnowany prezenter Radia Katowice mówił do kierowców bezradny: - Zwykle podpowiadamy jak ominąć korek, ale sytuacja jest tak zła, że właściwie nie wiem co powiedzieć i jak Państwu pomóc. Trzeba się uzbroić w cierpliwość.
Kierowcy taksówek wyręczali służby i instruowali przez CB radio: "Z Będzina można jechać przez Czeladź na Siemianowice, z Sosnowca przez centrum na Szopienice, a z Tychów przez Mikołów lub Piotrowice na wiślankę".
Policja twierdzi, że nie mogła zmuszać kierowców do korzystania z objazdów. - Byłoby niebezpieczne i stwarzało zagrożenie na drodze. No i skąd mamy wiedzieć, gdzie kierowcy chcą jechać? - mówi komisarz Jacek Pytel ze śląskiej policji. Jego zdaniem korki to po części także wina kierowców, którzy nie słuchali poleceń policjantów blokujących zjazdy na węźle Murckowskim. - Zatrzymywali się, dyskutowali z naszymi ludźmi, niektórzy próbowali zawracać, co wprowadzało dodatkowe zamieszanie i blokowało płynność ruchu - mówi rzecznik.
Ale kierowcy dzwonili do nas, psiocząc: - Na dwupasmówce w Sosnowcu stoi radiowóz, a w środku dwóch policjantów. Dlaczego nie kierują ruchem?
Komisarz Hanna Michta, rzeczniczka prasowa sosnowieckiej policji: - Obsługiwali dwie kolizje, do jakich doszło w korku. Pieniędzy nie mamy
Policjanci zarzekają się, że drogówka już wiele miesięcy temu prosiła Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad o zamontowanie tablic świetlnych, dzięki którym można informować o utrudnieniach w ruchu i objazdach. Tablice są niezbędne m.in. w Sosnowcu oraz na granicy Tychów i Katowic. Dawałyby kierowcom szansę umknąć z korka.
Marek Niełacny, zastępca dyrektora GDDKiA w Katowicach: - W tym roku nie planujemy montażu takich urządzeń. Nie mamy na to pieniędzy.
Kto zatem odpowiada za organizację objazdów i pomoc kierowcom?
Policja: - Oczywiście, że GDDKiA.
Niełacny: - Nie my. Od objazdów jest policja.
Wojewódzkie centrum zarządzania kryzysowego też umyło ręce. Janusz Kulej, kierownik centrum: - Wojewoda nie dysponuje sprzętem, który pomógłby w szybkim usunięciu skutków wypadku. Za to odpowiada zarządca drogi.