Kioski zamknięte. Kupienie biletu nie jest takie proste
BIELSKO BIAŁA. Jesienią zamknięte zostaną kioski na bielskich przystankach autobusowych. To zła wiadomość dla bielszczan, którzy już teraz narzekają na kłopoty z kupieniem biletów.
Dwa lata temu Piotr Chodorowski był jednym z kilkunastu kioskarzy, którzy przyszli do bielskiego magistratu, prosząc władze miasta o pomoc. Od urzędników usłyszeli: "Cierpliwości, wytrzymajcie jeszcze rok". Minęły dwa lata i nic się nie zmieniło. - Dlatego ja już nie prowadzę kiosków - mówi Chodorowski.
Na przystankach autobusowych działa już tylko kilkanaście kiosków. Wkrótce, bo już jesienią, także one przestaną działać. Część jeszcze w październiku, reszta w listopadzie. - Nie jesteśmy w stanie płacić za blaszane budy czynszów w wysokości 2 tys. zł miesięcznie. Prowadzenie kiosków w naszym mieście stało się zupełnie nieopłacalne - mówią kioskarze.
A wszystko przez kłótnie magistratu z Fundacją Rozwoju Miasta. - Staliśmy się zakładnikami tego sporu - mówią kioskarze. Fundacja dzierżawiła przez kilkanaście lat tereny na bielskich przystankach. Dwa lata temu kioski zostały przez nią podnajęte prywatnej firmie z Gliwic. Czynsze poszły wtedy w górę, nawet dwukrotnie. Magistrat wypowiedział FRM umowę i do 5 września zeszłego roku fundacja miała wyprowadzić się z przystanków. Zamiast tego sprawa trafiła do sądu. Nikt nie wie, ile to jeszcze może potrwać. Bez względu na werdykt sądu apelacja jest prawie pewna. A tymczasem kioski jeden po drugim są zamykane. Dzierżawcy albo rezygnują sami, albo dostają wypowiedzenia.
Mieszkańcy są wściekli. Cały bilet w kiosku kosztuje 2,4 zł, tymczasem bilet kupiony u kierowcy jest droższy o 60 gr. - Nie da się też rano kupić gazety, tabletki na ból głowy - denerwuje się bielszczanin Michał Szaliński.
Czy jest jakakolwiek szansa na rozwiązanie problemu? Niecodzienny sposób proponuje bielski radny Roman Matyja. - Jeśli damy zgodę na to, żeby obok przystanków na gminnych terenach kioskarze ustawili własne obiekty, fundacji przestanie się opłacać walczyć z miastem w sądzie. Dzierżawiąc przystanki, zarabia się głównie na kioskach. Takie rozwiązanie przyniosłoby wszystkim korzyści, skończyłyby się kłopoty mieszkańców - mówi radny.
Pomysł podoba się kioskarzom. - Czekamy na wskazanie nam miejsc, które moglibyśmy wykorzystać - mówią. W szukanie takich miejsc został zaangażowany Miejski Zarząd Dróg, a urzędnicy obiecują, że w szybkim trybie rozpatrzą ewentualne podania o ustawienie nowych kiosków. Sami kioskarze są natomiast w stanie zaproponować nawet niższe ceny, niż konkurencja.
Kioskarze mówią, że jakoś sobie poradzą, nawet jeśli nic z tego pomysłu nie wyjdzie. Gorzej będzie z ich pracownikami. To często panie w wieku przedemerytalnym. - Kobiety, które straciły pracę i miały nadzieję, że u nas spokojnie sobie dopracują do emerytury. One nie mają zbyt dużych szans na znalezienie innego zajęcia - mówią kioskarze.