POZNAŃ. Bo jakoś w stolicy Niemiec dworzec kolejowy może się nazywać, o dziwo, po niemiecku (Berlin Hauptbahnhof), w Madrycie, a to niespodzianka, po hiszpańsku (Estación de Madrid Atocha), ale nad Wartą musi być po angielsku. Bo przecież tyle tu, nad tę pradawną słowiańską rzekę, przyjeżdża zagranicznych turystów, że nazwa stacji kolejowej po prostu nie może być po polsku - pisze w swoim felietonie dziennikarz "Gazety" Michał Danielewski