KRAKÓW. Wielka tablica z napisem "taxi", stojąca nieopodal dworca kolejowego przy ul. Lubicz, zniknęła. Straż miejska usunęła fiata 126p, na którym była informacja wprowadzająca klientów w błąd
Tablica z żółtym napisem "taxi" na niebieskim tle widoczna była już z dworca. Turyści myśleli, że znajduje się tam oficjalny postój. Klienci prawdy dowiadywali się jednak dopiero przy płaceniu za kurs - za kilometr nawet 90 zł. Taksówkarze nagabujący klientów przy Lubicz twierdzili, że z szyldem i maluchem nie mają nic wspólnego.
Po interwencji "Gazety" sprawą zajęła się straż miejska. Auto było w bardzo kiepskim stanie. Stary, zdezelowany, bez szyb samochód stał na cegłach. Miesiąc temu Marek Anioł, rzecznik straży miejskiej, tłumaczył: - Próbujemy ustalić właściciela, jeżeli się to nie uda, to odholujemy samochód na koszt gminy, ale to potrwa.
W końcu udało się ustalić właściciela. - Dostał polecenie usunięcia samochodu z ul. Lubicz w ciągu siedmiu dni. Termin ten właśnie upłynął, więc to my odholujemy pojazd - zapewnia Anioł. Wczoraj auto zniknęło z ulicy.
Czy ukróci to działalność nieuczciwych kierowców podszywających się pod przewóz osób? - Mam nadzieję, że brak napisu sprawi, że mniej osób będzie chciało skorzystać z ich usług - komentuje Wiesław Szanduła z wydziału ewidencji pojazdów i kierowców.
Kierowcy, którzy zawyżali ceny kursów, są jednak bardzo zdeterminowani. Po odebraniu licencji taksówkowych postarali się o pozwolenie na przewóz osób. W "Gazecie" opisywaliśmy też historię pana Piotra, którego pseudotaksówkarz podał do sądu. Kierowcy dostali też grzywny za brak informacji o cenach kursu i ich zawyżanie, a mimo to nadal wożą klientów.
Straż miejska, do której dotarły informacje o ich działaniach, zobowiązała się do patrolowania rejonu, w którym czekają na klientów. - Jeszcze dziś wyślę tam patrol, który będzie obserwował tych panów i sprawdzi, czy mają widoczne cenniki i odpowiednio oznaczone samochody - zapewniał Anioł.