KRAKÓW. W minionym tygodniu straż miejska zabrała ze skrzyżowania ulic Radziwiłłowskiej i Lubicz malucha, na którym oszuści stawiali znak fałszywego postoju "Taxi".
We wtorek tablica pojawiła się znów. Tym razem na bordowym audi. Szybko jednak zniknęła. Według urzędników i straży miejskiej nieuczciwi przewoźnicy badają teren.
O procederze pisaliśmy już nieraz. Klienci wsiadają do aut zaparkowanych pod znakiem myśląc, że ich kierowcy to taksówkarze. Na końcu kursu dowiadują się jednak, że jechali przewozem osób. Tu nie ma limitów cen. Płaci się 90 zł za km!
Po kilku procesach sądowych, artykułach medialnych i akcji straży miejskiej naciągacze zniknęli. - Dowiedzieliśmy się, że znak pojawił się znów na innym aucie. Wysłaliśmy patrol, ale tablicy już nie było - mówi Marek Anioł, rzecznik straży miejskiej. - Widziałem jednego z tych kierowców, ale znaku nie było. Możliwe, że zabrał go drugi z nich - dodaje Wiesław Szanduła z Urzędu Miasta.
Najwyraźniej naciągacze badają teren, bawiąc się ze służbami w "kotka i myszkę". Wydaje się, że przyjęli już nową taktykę. Wcześniej tablice trzymali na zdezelowanym maluchu, który na rogu stał cały czas. Został przez kogoś zdewastowany i jako wrak straż mogła go usunąć.
Możliwe, że teraz tablica pojawi się na autach, którymi jeżdżą naciągacze. Po znalezieniu klienta, będą zwijać fałszywy postój do bagażnika. Trudniej będzie ich ścigać. - Będziemy często w tym rejonie. Utrudnimy im działanie - kwituje Anioł.
Na dobre wyrzucić oszustów przez odebranie im licencji na przewóz osób, będzie można po wyrokach w procesach, które toczą się obecnie w sądzie.