KRAKÓW. Wytyczanie ścieżek rowerowych w Krakowie często sprowadza się do odfajkowania problemu najmniejszym wysiłkiem, bez przejmowania się, co z tego wyniknie dla użytkowników. Modelowym przykładem jest ul. Reymonta
Między Alejami a stadionem Wisły ścieżki wymalowane są na obu jezdniach (z wyjątkiem odcinka przy Uniwersytecie Rolniczym, gdzie ścieżka biegnie na dawnym trawniku). Przy "Nawojce" ścieżka jest zawsze zastawiona taksówkami oraz autami dostawczymi, więc rowerzyści muszą wjeżdżać albo na zwykle zatłoczony przez studentów chodnik, albo na ulicę. Za stadionem ścieżka przecina ulicę pod kątem prostym. Rowerzysta musi więc wykonać kłopotliwy i niebezpieczny manewr lub zlekceważyć przepisy i jechać prosto, już nie po ścieżce. Z kolei w drugą stronę, za ul. Chodowieckiego, ścieżkę wymalowano na skandalicznie dziurawym chodniku, więc prawie każdy rowerzysta woli jechać ulicą. I od lat nikt chodnika nie naprawił.
Kierowcy klną, bo w paru miejscach rowerzyści nagle wyjeżdżają poza ścieżkę, a przede wszystkim zmniejszenie szerokości jezdni w praktyce uniemożliwia wyprzedzanie wolniej jadących samochodów. Przy korkach (o wiele większy ruch jest w stronę Alei) kierowcy często trzymają się blisko prawego chodnika, utrudniając lub wręcz uniemożliwiając jazdę rowerzystom. W sumie nikt nie jest zadowolony i codziennie dochodzi do spięć zarówno między kierowcami, jak i między rowerzystami i kierowcami.
Rozwiązaniem byłoby gruntowne przebudowanie ulicy. Na przykład tak, aby jezdnie w obu kierunkach były tuż obok siebie (oddzielone tylko wąskimi barierami betonowymi), a pas zieleni oddzielałby jedną (za to szeroką) ścieżkę rowerową. Przy okazji jezdnię w kierunku od Piastowskiej do Alei można by zrobić szerszą, właśnie z powodu asymetrii natężenia ruchu.
Poza kosztami wymagałoby to wycięcia kilkunastu starych drzew i prawdopodobnie lekkiego zwężenia pasa zieleni, więc mój pomysł nie ma najmniejszych szans na realizację. Bo nawet gdyby znalazłaby się forsa, to fanatyczni obrońcy każdego drzewa podnieśliby takie larum, jakby zagrożona była nasza niepodległość.
Między Piastowską a Alejami jeżdżę rowerem kilka razy dziennie. Ścieżki wzdłuż Reymonta wybieram tylko wtedy, gdy naprawdę bardzo mi się spieszy. Normalnie jadę do Cichego Kącika, potem wzdłuż Błoń do Rotundy i obok Jagiellonki do ul. Czystej. Tracę na tym góra 10 minut, za to zyskuję mnóstwo spokoju i bezpieczeństwa.