KRAKÓW. Niemal każdej nocy bite są rekordy zapełnienia krakowskich autobusów. Pasażerowie, którym nie uśmiecha się czekać na następny kurs, wciskają się do wnętrza pojazdów, nie dbając o komfort jazdy. Denerwują się, bo czasem wystarczyłoby podstawić większy autobus.
Przeszło dwa lata temu grupka pasjonatów krakowskiej komunikacji miejskiej postanowiła pozbawić urzędników mylnego wrażenia, że z komunikacją nocną w mieście jest wszystko w porządku. Nakręcili film, na którym wyraźnie było widać, że do niektórych autobusów nie mieszczą się wszyscy chętni, podczas gdy na innych liniach pasażerów prawie nie ma. Służby miejskie posłuchały rad i przeorganizowały siatkę nocnych połączeń. Od tego czasu jest dużo lepiej, jednak z sygnałów, które dochodzą do nas od Czytelników, wynika, że przydałoby się wprowadzić jeszcze kilka poprawek.
Ania, studentka informatyki Akademii Górniczo-Hutniczej: - Wracałam w czwartek do miasteczka studenckiego z imprezy na Rynku. Na nocny autobus linii 601 pod Bagatelą czekało ze 30 osób. Gdy wreszcie podjechał na przystanek, okazało się, że już jest prawie pełny. Zaczęła się walka o resztę wolnego miejsca w środku. Nie wszyscy wyszli z niej zwycięsko. Ci, którym nie udało się wsiąść, musieli iść na nogach albo czekać godzinę na następny kurs.
Według Ani tłok w nocnych autobusach to norma. - Dlaczego miasto nie uruchomi dodatkowych połączeń? - pyta.
Podobnych głosów, przeważnie od studentów, dostaliśmy jeszcze kilka. Jeden z Czytelników przysłał nam nawet zdjęcie. Bez trudu można z niego wywnioskować, że krakowska miara tłoku w autobusie (urzędnicy przyjmują, że tłok powstaje, gdy na jeden metr kwadratowy przypada więcej niż czterech podróżnych) jest znacznie przekroczona.
Karol, w dzień student historii Uniwersytetu Pedagogicznego, a wieczorami barman w klubie, regularnie korzysta z nocnego transportu publicznego: - Gdybym miał trochę więcej pieniędzy, to przesiadłbym się na taksówki, bo krakowskie nocne linie, szczególnie w weekendy, są bardzo zatłoczone.
Rzecznik MPK Marek Gancarczyk twierdzi jednak, że rzadko zdarza się, by jacyś pasażerowie z powodu braku wolnego miejsca zostali na przystanku. - Choć, nie ukrywam, do takich sytuacji dochodzi. W takim wypadku kierowcy mają obowiązek przesłać nam raport, a my przekazujemy go do Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu - tłumaczy.
Jacek Bartlewicz, rzecznik ZIKiT-u, jest zdziwiony opowieściami studentów. - Od czasu, gdy komunikacja nocna w Krakowie przeszła rewolucję i stworzyliśmy punkt przesiadkowy pod dworcem, narzekań nie było - podkreśla.
Jego opinię do pewnego stopnia potwierdzają nasi Czytelnicy. - Trzeba przyznać, iż jest dużo lepiej niż kiedyś. Problem powinien się rozwiązać, gdy miasto zamiast krótkich zacznie podstawiać autobusy przegubowe.
- Tłok najwyraźniej tworzy się na poszczególnych kursach - ocenia Bartlewicz. - Po świętach nasi inspektorzy sprawdzą, jak działa komunikacja nocna w Krakowie. Postaramy się usunąć wszystkie niedociągnięcia.