KRAKÓW. W czerwcu na krakowskie ulice nie wyjadą nowe ekologiczne autobusy, bo przewoźnik nie zdążył ich skompletować. Mało tego! Nawet gdyby mu się to udało, to miejsce dla niego zwolni się dopiero w październiku
W ubiegłym roku Przedsiębiorstwo Transportu Samochodowego wygrało przetarg na obsługę miejskich linii autobusowych nr 105, 115, 122, 153, 174, 182 i 405. Pasażerów miały wozić pojazdy napędzane skroplonym gazem ziemnym (LNG).
Zgodnie z umową przewoźnik powinien był przejąć linie od Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego już dwa miesiące temu. PTS wpadło jednak w tarapaty i nie zdążyło przygotować taboru na czas. Żeby nie zostawić pasażerów na lodzie, Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu, który odpowiada za komunikację zbiorową, musiał awaryjnie podpisać kolejną umowę z MPK. PTS dostało karę za spóźnienie i czas do czerwca na zakończenie przygotowań.
Okazuje się jednak, że nowohuckie przedsiębiorstwo nie zdąży rozpocząć pracy także w tym terminie. Wciąż brakuje części taboru i stacji LNG, na której autobusy miały tankować.
Jednak nawet gdyby wszystko było gotowe, to i tak PTS nie miałoby po co wyjeżdżać na ulice, bo umowa z MPK została podpisana aż na pół roku, czyli do października. Na krótszy okres jej obowiązywania nie pozwalają przepisy.
Paradoksalnie taki zapis okazał się korzystny dla PTS-u, bo daje mu więcej czasu. Przedstawiciele przedsiębiorstwa zapewniają, że właśnie w październiku zakończą wszystkie przygotowania i będą mogli wreszcie wozić krakowian. - Mamy pozwolenie na budowę stacji i w cztery miesiące powinnyśmy ją ukończyć - przekonywał na łamach "Gazety Krakowskiej" Karol Koneczny, dyrektor ekonomiczny firmy.
Nie wiadomo jednak, czy urzędnicy ZIKiT-u zgodzą się na takie rozwiązanie, bo jak przyznają, ich cierpliwość już dawno się skończyła. ZIKiT potwierdza, że dostał kolejną prośbę o przedłużenie terminu. - Nie wiemy jeszcze, czy się na to zgodzimy - podkreśla Jacek Bartlewicz, rzecznik ZIKiT-u. - Na pewno sprawdzimy, na ile zapewnienia przewoźnika są realne. Jeżeli okaże się, iż nie ma szans na dotrzymanie jesiennego terminu, to niezwłocznie, zresztą zgodnie z zapisami umowy, rozwiążemy kontrakt.
W takim wypadku PTS nie dostanie od miasta ani złotówki i będzie musiało znaleźć pieniądze na opłacenie kar, które wyniosą około 10 mln zł.