KRAKÓW. Rondo Ofiar Katynia wyglądało wczoraj jak zamknięte dla ruchu. Korek na rondzie nikogo nie dziwił, ale paraliż komunikacyjny przeniósł się na wszystkie okoliczne ulice. Komunikacja miejska stanęła razem z autami.
Remont Ronda Ofiar Katynia - zobacz zdjęcia
W nocy z wtorku na środę firma przebudowująca rondo Ofiar Katynia po raz kolejny zmieniła organizację ruchu w tamtym rejonie. Do dyspozycji kierowców pozostało teraz tylko po jednym pasie dla każdego kierunku. Dodatkowo, wprowadzono zakazy skrętu w lewo na rondzie.
Ci, którzy potrzebowali na rondzie skręcić w lewo, musieli odstać w kolejce dwukrotnie (najpierw przed rondem skręcali w prawo, potem zawracali i jechali na wprost).
Większość kierowców zdawała sobie sprawę, że po tych zmianach rondo będzie nieprzejezdne i posłuchała apeli magistratu o (jeżeli to możliwe) omijanie tego rejonu miasta. Policjanci pilnujący ruchu oceniali, że w środę rano aut na skrzyżowaniu było mniej niż zwykle. Mimo to, aby pokonać rondo z każdej ze stron, trzeba było postać co najmniej godzinę.
Najgorzej sytuacja wyglądała na trasie olkuskiej. Kierowcy nieznający trasy łączącej ul. Jasnogórską z Toniami, musieli czekać w kolejce sięgającej aż do Magazini Nico.
Objazdy na krótką metę
Zgodnie ze spostrzeżeniami policjantów, liczna grupa kierowców zdecydowała się szukać objazdów. Było to szczególnie widoczne na ul. Łokietka. Arteria błyskawicznie się zatkała, a autobusy komunikacji miejskiej kursujące po tej ulicy łapały nawet półtoragodzinne opóźnienia. Te jeżdżące przez rondo spóźniały się "tylko" pół godziny.
Sytuacji na rondzie cały dzień przyglądali się pracownicy Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. - Zawsze podczas pierwszego dnia zmian w organizacji ruchu zamieszanie komunikacyjne jest większe, bo kierowcy jeżdżą na pamięć - uważa Jacek Bartlewicz, rzecznik ZIKiT. - O dziwo, w środę ruch na rondzie był nieco mniejszy, niż się spodziewaliśmy. Większych problemów nasi inspektorzy nie zgłaszali. Wszystko działało sprawnie - podkreśla i przekonuje, że przynajmniej niektórzy kierowcy albo w ogóle zrezygnowali z podróży autem, albo znaleźli sobie objazdy.
ZIKiT, MPK: po co zmiany?
Na razie ani ZIKiT, ani Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne nie widzą potrzeby wprowadzenia zmian w trasach linii autobusowych. - Owszem, nasze autobusy utknęły w korkach, ale dopiero za kilka dni sytuacja się ustatkuje i ewentualnie będzie można mówić o konieczności wprowadzania kolejnych zmian - ocenia Marek Gancarczyk, rzecznik MPK.
Innego zdania są kierowcy aut prywatnych i pasażerowie komunikacji miejskiej. Autobusy - choć dla części linii wyznaczono trasy objazdowe - stały w korkach. Opóźnienia były tak wielkie, że część kursów wypadała z rozkładu.
- Nie ma sensu jechać autem, bo utknę w korku. Czekanie na autobus też nie ma sensu, bo przyjechał spóźniony o pół godziny, a potem znowu wjedzie w korek. Mogę iść na tramwaj na Bronowice, gdybym nie prowadził ze sobą trzyletniego dziecka - żalił się na organizację ruchu pan Kazimierz.
Wczoraj redakcyjny telefon się rozdzwonił. Telefonowali krakowianie, którzy musieli przejechać przez rondo Ofiar Katynia, lub ci, którzy próbowali wyjechać ze swoich osiedli autobusami miejskimi. O dziwo, mało kto narzekał na korek; większość twierdziła, że rozumie ograniczenia w ruchu ze względu na remont. Natomiast wszyscy pomstowali na sytuację komunikacji miejskiej, do korzystania z której przekonują urzędnicy. Autobusy - mimo że część poruszała się objazdami - miały olbrzymie opóźnienia.
Całkowicie niepojęte jest więc dla mnie, dlaczego odpowiedzialni za organizację ruchu nie widzą potrzeby zmian. Nikt bowiem nie oczekuje cudów na samym rondzie. Jednak utrudnienia na nim doprowadziły do wzmożonego ruchu na trasach objazdowych. Tymczasem światła na skrzyżowaniach przy ulicach Łokietka, Czyżewskiego i Wybickiego, Głowackiego z Piastowską i wielu innych działają według starych zasad, całkowicie nieprzystających do obecnej nadzwyczajnej sytuacji. W efekcie na trasach objazdowych kierowcy aut i miejskie autobusy stoją w takich samych korkach jak na rondzie. Pozostawienie tych skrzyżowań nietkniętymi dziwi, tym bardziej że inżynierowie Politechniki Krakowskiej nadzorujący remont od samego początku twierdzili, że będzie on miał wpływ na ruch na ulicach nawet odległych od skrzyżowania.
Skoro magistrat uznał, że to komunikacja miejska ma być rozwiązaniem kłopotów krakowian, powinien się odważyć na rewolucyjne zmiany. Może trzeba było na czas wakacji ustanowić część ulic jako jednokierunkowe, a dla ruchu autobusów utworzyć osobny pas (choćby na ulicach Stachiewicza i Weissa czy Głowackiego i Kijowskiej między Wrocławską a Królewską). Być może też należałoby uruchomić linię autobusową łączącą pętlę w Krowodrzy z Azorami i osiedlami przy ul. Radzikowskiego.
Nie mam gwarancji, czy to dobre rozwiązania. Na razie jednak nie słyszę, by urzędnicy i eksperci z politechniki brali pod uwagę jakiekolwiek zmiany. Twierdzą, że nie jest źle.