KRAKÓW. Szanowna redakcjo, dziękuję za opublikowanie artykułu na podstawie mojego maila. Niestety, wyjaśnienia Pana Kamila Migała utwierdzają mnie w przekonaniu, że nic się nie zmieni. Ten Pan nie rozumie o czym rozmawiamy, gdzie leży problem funkcjonowania PKP i nie ma pojęcia, co musi zmienić w swoim myśleniu o PKP.
Oczywiście wszyscy klienci to kombinatorzy, którzy chcą oszukać PKP. Natomiast nie zauważa, że to nas PKP nieustająco oszukuje. Pobiera z góry opłaty za jazdę pociągiem IC I klasy, w zamian oferując gwarantowane opóźnienie, niezależnie od pory roku i warunków pogodowych, często zimą niedogrzane przedziały lub latem duszne, pozbawione klimatyzacji. A reklamacje można złożyć w jednej kasie mieszczącej się gdzieś na drugim końcu dworca. My nie mamy czasu na bieganie po brudnym dworcu i tracenie czasu już wcześniej utraconego poprzez nagminne opóźnienia.
A uwaga, że można zalegalizować bilet na 60 dni przed datą jest kpiną. Dla nas PKP jest środkiem transportu nieomal codziennym, a decyzje o wyjeździe bądź powrocie podejmuje się niejednokrotnie z dnia na dzień. Nie mówiłem o dodawaniu pracy konduktorom. Po prostu konduktor kasuje bilet (co i tak musi robić), więc nie ma mowy o żadnej dodatkowej czynności. Po prostu klasyka w wydaniu PKP - wszystko jest w porządku, klienci są winni, że w ogóle wsiadają do pociągu.
A propos: proszę zrobić następujący eksperyment. Wyobraźmy sobie, że 75-letni emeryt prosi nas o zakupienie biletu. Proszę na podstawie informacji np. z internetu ustalić, jaka zniżka mu przysługuje i jak ją może uzyskać? Proponuję, aby powyższy eksperyment, począwszy od uzyskania informacji i zakupu biletu, przeprowadzili redaktorzy o poziomie IQ > 150. Ci o mniejszym chyba nie poradzą.
Pozdrawiam serdecznie, życzę cierpliwości. Pasażer z przymusu