Pociągi do sądeckich uzdrowisk pojadą przez Słowację?
KRAKÓW. Zniszczenie mostu kolejowego na Popradzie pomiędzy Starym a Nowym Sączem zmniejszyło ruch turystyczny w dolinie Popradu, gdzie leżą jedne z najważniejszych uzdrowisk w kraju. Krynica-Zdrój i Muszyna dają sobie jakoś radę, dzięki autobusom PKS i prywatnym przewoźnikom. Inne uzdrowiska, jak Rytro czy Piwniczna-Zdrój, są w bardzo trudnej sytuacji.
Stąd pomysł miejscowych samorządów, aby uruchomić pociąg promocyjny ze Śląska przez Słowację do nadpopradzkich uzdrowisk i Starego Sącza. Na wspólnym spotkaniu burmistrzowie tych gmin przygotowali wystąpienie do marszałka województwa, aby podjął się mediacji z PKP w celu uruchomienia linii kolejowej - od Starego Sącza po Krynicę-Zdrój.
- Obłożenie w naszych domach wczasowych wynosi ok. 35 procent - narzeka Edward Bogaczyk, burmistrz Piwnicznej-Zdroju. - Gdyby było dwa razy większe, to właściciele pensjonatów wyszliby na swoje. A tak, niestety, tracą zarobek w szczycie letniego sezonu.
Nie lepsze nastroje są w Rytrze, gdzie spodziewano się przyjazdu wielu sezonowych gości. Pogoda sprawiła, że w maju i czerwcu w domach wczasowych i pensjonatach panowały pustki. A sezon trwa zaledwie do połowy września.
- Wychodzimy z konkretną propozycją do marszałka województwa - mówi Jan Golba, burmistrz Muszyny, szefujący jednocześnie Sądeckiej Organizacji Turystycznej. - Nam trudno dogadać się z PKP, więc może władze wojewódzkie to zrobią i zaczniemy wspólnie działać.
Podczas spotkaniu gospodarze gmin uzdrowiskowych podjęli decyzję, aby promować Sądecczyznę w sposób dotychczas niespotykany w naszym kraju. Chcą uruchomić pociąg turystyczno-promocyjny ze Śląska (,,choćby z Katowic"), który kursowałby przez przejścia graniczne ze Słowacją (w Skalitem lub Zebrzydowice), następnie przez słowacką Starą Lubowlę do Muszyny, Krynicy, Piwnicznej, Rytra i Starego Sącza. Jeśli PKP nie uruchomią pociągów, to zwrócą się z taką propozycją do słowackich kolei.
Pomysł gorąco popiera burmistrz Starego Sącza Marian Cycoń, który nie uczestniczył we wspomnianym spotkaniu. W rozmowie z ,,Gazetą Krakowską" przyznał, że utrudnienia komunikacyjne zmniejszyły ostatnio liczbę osób odwiedzających sanktuarium św. Kingi.
- Powódź częściowo odcięła nas od świata - mówi burmistrz Cycoń. - Dlatego jesteśmy żywotnie zainteresowani tym projektem. Przecież na Węgrzech i Słowacji kult św. Kingi jest wciąż bardzo żywy.