KRAKÓW. Kraków wita podróżnego zagmatwanym zestawem strzałek. Kolejarze od lat nie poprawili oznakowania stacji. Wolą czekać na wielki remont dworca PKP, po którym wszystko ma się poprawić. Dworzec autobusowy także nie jest idealny.
Na dworcu Kraków Główny bez planu i sensu poprzyklejano różne strzałki i drogowskazy. Podróżny, który wysiądzie z pociągu na peron nr 5, zobaczy dwie naklejki z napisem "do centrum". Pokazują przeciwne kierunki, przez co Kraków wita gości zagadką. Centrum ma być i z prawej, i z lewej strony peronów. Jeśli przyjezdny wybierze strzałkę w prawo, trafi do historycznego centrum. Trudno powiedzieć, o jakie centrum chodzi w wypadku strzałki w lewo.
Jest tu też tzw. punkt spotkań, którego... nie ma. Punkt miał ułatwiać umawianie się na dworcu, miał być miejscem charakterystycznym i łatwym do rozpoznania. Wielki globus, który wyznaczał punkt spotkań, zdemontowano podczas przebudowy stacji. Pozostały strzałki bez celu.
- Natłok sprzecznych oznakowań wynika z tego, że struktura dworca jest nieczytelna. Wspólny korytarz do przystanków autobusów miejskich i międzymiastowych, na perony kolejowe i do tramwaju nie wymagałby plątaniny strzałek. Zamiast tego mamy do czynienia z chaosem krętych przejść na różnych poziomach - stwierdza podróżny Tomasz Żakowski, miłośnik kolei.
Strzałki byłyby pomocne, gdyby przyjąć jednolity i uporządkowany system. Obecne oznakowania należałoby - według Żakowskiego - zlikwidować. Jednak kolejarze nic takiego nie robią. Robert Kowal z krakowskiego biura PKP Polskie Linie Kolejowe nie widzi sensu we wprowadzaniu prowizorycznych udogodnień, bo zbliża się wielki remont krakowskiego dworca.
- Kolejarzom może wydawać się, że oznakowanie dworcowa to drobnostka. Oni doskonale zdają sobie z rozkładu przejść, bo chodzą nimi codziennie. Podróżny jest w zupełnie innej sytuacji. Znajduje się na cudzej ziemi, jest zdezorientowany i oczekuje pomocy. Powinien mieć do dyspozycji jasne, niesprzeczne informacje. Nie ma sensu odkładać poprawek, czekać na wielką przebudowę dworca. Usunięcie błędnych oznakowań nie kosztuje dużo! - komentuje Adrian Furgalski, specjalista ds. kolei z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
Gdy pasażer jest młody i w pełni sił, na dworcu najwyżej straci czas. Mniej wesoły będzie los osoby starszej czy niepełnosprawnej, dla której wędrówka po wielopoziomowym kompleksie dworca jest wyczerpująca. W górę i w dół musi wędrować nawet ten podróżny, który nie zabłądził. - Przeanalizujemy drogę z przystanku tramwajowego przy ul. Basztowej na dolną płytę Regionalnego Dworca Autobusowego. Okazuje się, że trzeba trzy razy schodzić w dół i dwa razy wspinać się w górę. W Krakowie nie mamy do czynienia z centrum komunikacyjnym. Mamy osobne dworce kolei i autobusów, a przystanki komunikacji miejskiej nie tworzą z tym jednej całości - zauważa Żakowski.