KRAKÓW. Na skrzyżowaniu ul. Basztowej z Długą tramwaje skręcają w czterech kierunkach, ale tylko jeden jest dla nich niebezpieczny - gdy wjeżdżają w Długą od strony ul. Dunajewskiego. Pięć razy wykoleił się tam wagon, a nadal nie wiadomo, co jest przyczyną.
Zawsze dzieje się to na tym samym łuku. Po raz pierwszy, na skręcie z ul. Basztowej (od strony ul. Dunajewskiego) w Długą, wykoleił się tramwaj techniczny - 22 sierpnia; 28 sierpnia z szyn, w tym samym miejscu, wyskoczył tramwaj linii 73, a kolejny raz 73 wypadła z toru 30 sierpnia; dwa razy tramwaj wypadł na zakręcie w ostatni poniedziałek. Mocno dezorganizuje to komunikację miejską, gdyż ul. Basztowa stanowi obecnie jedyne połączenie tramwajowe z zachodnią częścią Krakowa. W przypadku pierwszego wykolejenia tramwaj jechał 14 km na godzinę (powinien 10), za drugim i trzecim razem - tylko 8 kilometrów, do piątego wykolejenia doszło przy prędkości 13 km (czwarte jest jeszcze badane). Na miejscu był już projektant i nadal nie jest znana przyczyna tych wykolejeń, nic nie wskazuje na to, by była to jakaś wada niedawno przebudowanego torowiska. Wszystko zostało dokładnie zmierzone i torowisko spełnia wszystkie normy. - Zleciliśmy kolejne pomiary - dodaje Julian Pilszczek, prezes MPK. - Niczego nie możemy wykluczyć, nawet błędu w projekcie. Będziemy szukali przyczyny tych zdarzeń z pomocą specjalistów z Politechniki Krakowskiej; być może konieczna będzie analiza konstrukcji węzła. Chcemy dowiedzieć się dlaczego czasem koło nie współpracuje z szyną. MPK zwróciło się już też do firm, które zajmują się budową torowisk w Polsce, m.in. z pytaniem o to, jakie stosowane są krzyżaki. Wymontowano też wózki z wykolejonych wagonów, by je zmierzyć.
Jedna z wersji zakłada, że "winne" mogą być krzyżaki, czyli miejsca, w którym krzyżują się szyny, być może zbyt płytkie na tym skrzyżowaniu, choć wykonane zgodnie z normą. W czasie przebudowy zmieniła się geometria skrzyżowania i łuki są łagodniejsze, ale mógł powstać np. niekorzystny układ krzyżaków, z których wyskakują koła tramwajów. - Wszystko wskazuje na to, że torowisko jest zgodne z normą, ale może trzeba będzie kiedyś zmienić normy - mówi przedstawiciel MPK. Na razie wykonawca przebudowy nie otrzymał wynagrodzenia. - Oni też są zainteresowani znalezieniem przyczyny tych zdarzeń - dodaje prezes Pilszczek.