KRAKÓW. Gdybym umiała na zawołanie zapadać się pod ziemię, na pewno korzystałabym z tej umiejętności zawsze przy kasie na Dworcu Głównym w Krakowie. Zawsze podczas spotkań obcokrajowca zmagającego się z losem o obliczu kasjerki. Na razie jednak pozostaje mi tylko regularne strzelanie buraka od szyi po czubek głowy i próba ratowania sytuacji.