KRAKÓW. Piątek, godz. 7.57. Wsiadam do pociągu w Krakowie. Kierunek: Gdynia. Pierwszy kawałek - do Warszawy Centralnej - przebiega gładko. Tu tłumek w garniturach z laptopami pod pachą opuszcza pociąg, a na dalszy, nadmorski odcinek dosiadają się podróżni w strojach bardziej wakacyjnych.